close
SCRIPTOO
AppINFOR PLINSTALL

Dlaczego firmy nie mogą lekceważyć problemów psychicznych pracowników?

Jest Pani odnoszącą sukcesy liderką i jedną z nielicznych menedżerek, która otwarcie mówi o swojej chorobie psychicznej. Od jak dawna zmaga się Pani z depresją?

Trudno mi dokładnie określić od kiedy choruję. Zdiagnozowana i leczona jestem od ośmiu lat. Depresja to choroba, która przybiera różne formy - bywa, że niektórzy zmagają się z epizodami depresyjnymi, które trwają krócej i pacjenci szybciej wracają do zdrowia. W moim przypadku choroba ma formę przewlekłą, jednak pomimo to można z nią żyć dobrze i szczęśliwie. Jestem tego najlepszym przykładem. 

W swoich wypowiedziach zdecydowanie podkreśla Pani, że jest chora psychicznie. Czy celowo używa Pani tak jednoznacznego określenia choroby - w polskich firmach, problemy psychiczne są nadal tematem tabu. Czy chodzi o to, żeby wstrząsnąć odbiorcą?

Tak, robię to z premedytacją. Depresja to temat ważny i mało poruszany w przestrzeni biznesowej, a to ciężka choroba, w niektórych przypadkach doprowadza do śmierci czy samobójstwa chorego i każdy z nas może jej niespodziewanie doświadczyć. Swoim przykładem chcę oswajać pracodawców i pracowników z depresją. Uważam, że nie bardzo mamy czas na powolną ewolucję postrzegania problemu chorób psychicznych w naszym społeczeństwie. Trzeba działać zdecydowanie bo po okresie pandemii, kiedy wielu pracowników wykonywało i nadal wykonuje swoje obowiązki w izolacji, część z nich straciła pracę i boryka się z problemami finansowymi, problemy psychiczne będą się nasilały. Mówię otwarcie, że jestem chora psychicznie, ale wiem, że wielu chorych obawia się przyznania do tej choroby - obawiają się stygmatyzacji i zwyczajnie się wstydzą. A przecież depresja jest chorobą i jak każda inna wymaga leczenia. Nie możemy jej traktować jak tematu tabu, udawać, że takiej choroby nie ma, albo jest czymś złym, wynikającym ze złej woli i winy chorego. Chory nie może mieć poczucia winy, że choruje. Choć świadomość organizacji rośnie, niestety wciąż w wielu miejscach można spotkać się ze stereotypami i negatywnymi postawami wobec osób z zaburzeniami psychicznymi. Temu właśnie należy przeciwdziałać, aby pracownicy doświadczający kryzysów psychicznych nie obawiali się do tego przyznać i nie czuli się źle. Chcę ośmielić tych, których depresja dotyka. Niekoniecznie, żeby sami mówili o swojej chorobie, ale żeby zajęli się sobą, podjęli leczenie, pozwolili sobie pomóc.  

W potocznym rozumieniu depresja kojarzy się ze smutkiem, niechęcią do podejmowania jakichkolwiek działań, potrzebą ukrycia się przed światem. U Pani przebieg choroby był jednak inny. 

Smutek, o którym Pani wspomniała, nie był u mnie przeważającą emocją, natomiast choroba odebrała mi witalność. Nie miałam na nic siły. Nie chodzi o lenistwo, czy niechęć do podejmowania działań, tylko całkowitą, totalną bezsilność. Dotyczyło to braku siły do wykonywania podstawowych działań, jak np. wstawania z łóżka, codziennej toalety, przygotowania posiłków czyli funkcjonowania w sferze prywatnej. Jednak pomimo choroby nie brakowało mi sił na aktywność zawodową – to jeden z obszarów mojego życia, którego choroba nie zmieniła. Z powodzeniem wdrażałam nowe projekty, realizowałam zakładane cele, awansowałam. Trzymało mnie w ryzach przekonanie, że moja praca ma bezpośredni związek z pracą wielu osób i bezpośrednio na nią wpływa. Nie mogłam ich zawieść. Natomiast kompletnie nie starczało mi siły na to, co dotyczyło mnie samej. Jak widać, depresja nie zawsze objawia się załamaniem, smutkiem. Wiele osób chorych na depresję nie ma na zewnętrznych oznak choroby, ale choroba niszczy ich od środka. Tak było w moim przypadku.

Skąd znalazła Pani w sobie odwagę, żeby mówić otwarcie o chorobie i to w dodatku w środowisku firmowym? Czy nie bała się Pani reakcji pracodawcy, współpracowników?

Jestem osobą odważną i nie obawiałam się rekcji innych. Jak już wspominałam, przyświecała mi idea pomocy tym, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji jak ja. Nie obawiałam się, jak zareaguje mój zespół czy szef bo czułam się bezpieczna w swojej firmie. Mam to szczęście, że pracuję w organizacji, która wspiera dobrostan pracowników, buduje zaufanie w organizacji, kulturę różnorodności i włączania. To nie są dla nas tylko hasła employer brandingowe, które ładnie prezentują się w folderach reklamowych. Organizacja stawia na rozwijanie świadomości wszystkich pracowników w obszarze wartości, które wyznaje i okazuje wsparcie pracownikom w rozwiązywaniu ich problemów natury osobistej. W firmie rozmawiamy o trudnych sprawach, staramy się je zauważać. Takie rozmowy uświadamiają wszystkim, że problemy są wokół nas i dotykają wszystkich niezależnie od zajmowanego stanowiska. Szukamy sposobów, jak je rozwiązywać. Kultura organizacyjna oparta na zaufaniu, tolerancji i zauważaniu problemów innych dała mi duże poczucie bezpieczeństwa i dzięki temu mogłam się otworzyć, podzielić doświadczaniem choroby z moimi współpracownikami. Wiedziałam, że w sytuacji kryzysowej firma dostosuje się do moich potrzeb i pomoże rozwiązać sytuację, w jakiej się znalazłam. Bez tego nie byłoby to możliwe. Jednak bez względu na poczucie bezpieczeństwa towarzyszył mi wstyd, poczucie porażki, że zawiodłam firmę, współpracowników. To oczywiście nie była prawda, raczej fałszywy obraz siebie, który powstał w mojej głowie w efekcie choroby.

Zaufanie do pracodawcy były kluczowe w szczerej rozmowie o chorobie. Jak zareagował Pani bezpośredni przełożony?

Mój szef zareagował bardzo wspierająco, czego się zresztą po nim spodziewałam. Dostałam ogromne wsparcie emocjonalne. Część moich zadań została rozdzielona między współpracowników. Praca była też miejscem, gdzie czułam się dobrze i bezpiecznie, gdzie odnosiłam sukcesy. Trudno było mi rezygnować z części obowiązków, ale było to konieczne dla mojego dobra. Uzyskałam przestrzeń dla siebie, żebym mogła lepiej się regenerować. Problemem też była sama świadomość choroby. Wtedy postrzegałam ją jako słabość i to też stanowiło dla mnie duży dyskomfort. Zaufanie do współpracowników i organizacji było bardzo pomocne. Jeszcze raz chciałabym podkreślić, że wspierająca kultura organizacyjna i wzajemne zaufanie to były kluczowe czynniki, które pozwoliły mi podzielić się z firmą informacją o mojej chorobie i w spokoju wracać do zdrowia. Jeśli pracownik wie, że jest traktowany w firmie podmiotowo, akceptowany i wspierany w swoich działaniach, to w momencie kiedy potrzebuje pomocy, w sposób naturalny kieruje się do właściwych osób w organizacji. Bez właściwego środowiska pracy nie można oczekiwać, że w kryzysowej sytuacji pracownik zwróci się o wsparcie do osób, którym nie ufa. Będzie się obawiał, że zostanie odebrany negatywnie, że cała sytuacja wpłynie negatywnie na jego karierę. Jeśli pracownik nie czuje się w firmie bezpiecznie, to nie odważy się na otwartą relację z pracodawcą. Jest to szkodliwe zarówno dla pracownika, jak i pracodawcy...

Całą rozmowę możesz przeczytać w wakacyjnym wydaniu magazynu 

News