Pełny etat albo nic?

Polacy należą do najbardziej zapracowanych pracowników w Unii Europejskiej, ale problemem nie jest wyłącznie liczba godzin spędzanych w pracy. Dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazują, że przeciętny czas pracy w Polsce wynosi 38 godzin tygodniowo, przy średniej unijnej na poziomie 35 godzin. Jednocześnie tylko 6,2 proc. pracowników w Polsce pracuje na niepełny etat, wobec 17,7 proc. średnio w UE. To oznacza, że polski rynek pracy wciąż opiera się przede wszystkim na modelu pełnego etatu, podczas gdy elastyczne formy zatrudnienia są wykorzystywane znacznie rzadziej niż w większości państw Unii.

Ten kontekst warto zestawić z analizą Eurofound dotyczącą niechcianego zatrudnienia niestandardowego, czyli sytuacji, w której praca czasowa, niepełnoetatowa lub inna elastyczna forma zatrudnienia nie jest wyborem pracownika, ale wynika z braku stabilniejszej alternatywy. Według Eurofound około co jedenasty pracownik w UE funkcjonuje w takim modelu, a w Polsce wskaźnik ten wynosi około 7 proc. Zdaniem Łukasza Koszczoła, Prezesa Job Impulse, kluczowym wyzwaniem nie jest więc samo zwiększanie elastyczności rynku pracy, ale takie jej projektowanie, aby dawała pracownikom realny wybór, a firmom pomagała lepiej odpowiadać na zmienne potrzeby kadrowe.

- Polski rynek pracy potrzebuje większej elastyczności, ale przede wszystkim po stronie oferty zatrudnienia, którą tworzą pracodawcy. W wielu firmach nadal silne jest przekonanie, że tylko pełny etat gwarantuje produktywność, lojalność i wysoką efektywność pracownika. Tymczasem dobrze zaprojektowana praca w niepełnym wymiarze, praca dorywcza czy czasowa mogą być wartościową częścią rynku pracy, o ile są legalne, przewidywalne i nie oznaczają przerzucania ryzyka na pracownika. Pracodawcy powinni częściej odchodzić od schematu „pełny etat albo nic” i zastanawiać się, czy dane stanowisko, projekt, sezonowy wzrost zamówień albo określone potrzeby operacyjne rzeczywiście wymagają pełnego etatu, czy może lepiej sprawdzi się inny model organizacji pracy. To ważne również z perspektywy m.in. rodziców, opiekunów, studentów, osób starszych czy osób wracających na rynek pracy po przerwie, dla których pełny etat nie zawsze jest możliwy lub atrakcyjny. Dla części z nich praca w mniejszym wymiarze nie jest „gorszą” formą zatrudnienia, ale warunkiem aktywności zawodowej. Jednocześnie zmiany wymaga także podejście części kandydatów, bo oferty pracy dorywczej, czasowej czy niepełnoetatowej nadal bywają postrzegane jako mniej stabilne albo mniej wartościowe. Dojrzała elastyczność nie polega na oczekiwaniu od pracownika ciągłej gotowości do pracy. Polega na tym, że firma potrafi lepiej dopasować model zatrudnienia do realnych potrzeb - mówi Łukasz Koszczoł, Prezes Job Impulse.

News